Nasza Klasa, i magia profili…

Nie powiem, że pomysł z uruchomieniem serwisu Nasza-Klasa.pl był zły – bo nie był. Zresztą świadczy o tym dosadnie popularność serwisu, o liczbie użytkowników nie wspominając.

Więc w czym problem? Być może jestem w błędzie, ale serwis ma lekki problem z wizerunkiem – przynajmniej dla mnie. Bo jak inaczej nazwać fakt, mnożenia się profili typu „Mój pies Pimpuś”, czy „Moje nowe buty”. Konta, takie jak „Piękne kobiety” – liczone są już w setkach, a może tysiącach. Fakt, są miłe dla oka, ale przecież nie oto chodzi.

Szczerze wątpię, aby inwestorom oraz ludziom opiekujących się NK, chodziło oto, abyśmy utwierdzili się w przekonaniu, że serwis jest zbiorowiskiem totalnie bzdurnych, i zupełnie nie potrzebnych – a często nachalnych i przeszkadzających – profili. A niestety do tego to zmierza.

Jestem w stanie zrozumieć – ciężko, bo ciężko, ale jednak – profile reklamowe pokroju „Renault Twingo”, czy „Renault Clio”, bo wiem, że serwis – szczególnie tak drogi w utrzymaniu jak Nasza-Klasa, musi na czymś zarabiać. To oczywiste…

Tylko pytanie jest proste. Jak długo ludzie wytrzymają, taki rażący śmietnik? Osobiście korzystam z NK – jak większość ludzi i jestem trochę przerażony, zaistniałą sytuacją.

W zamyśle autorów serwisu, było zapewne uruchomienie witryny społecznościowej, która zgromadzi w jednym miejscu, wszystkich znajomych, którzy kiedyś chodzili ze sobą do jednej szkoły, czy klasy. Tylko jakich znajomych z klasy ma np. Piotruś Nowak (dane zmienione ;-) ), który obecnie ma lat 5? Pytanie bez odpowiedzi…

Zobaczymy czy z biegiem czasu, coś zmieni się na lepsze, czy wręcz przeciwnie, dalej będziemy zmierzać w tą „złą” stronę.

Subaru Impreza – to już jest koniec…

Do dziś, nie wierzę w to, co się stało. Japończycy kilka miesięcy temu, zaprezentowali nowy model Subaru Imprezy.  Gdy ją zobaczyłem pomyślałem: “Nie no, to Japończycy, na pewno zrobili sobie jaja.”, ale dziś zrozumiałem – oni mówili poważnie.

Chyba się popłaczę – jestem ogromnym fanem tego samochodu, kilka razy miałem okazję się nim przejechać – i nie potrafię zrozumieć, jak oni mogli z niego zrobić hatchback’a, oczywiście – jest również wersja sedan, z tym, że lepiej to przemilczeć.

Co z tego, że pod maskę włożyli turbodoładowanego boksera o mocy 300KM, z 6-stopniową sekwencyjną skrzynią biegów (oczywiście mowa o wersji WRC), jeżeli – na miłość Boską – to już nie jest ten samochód. I zapewne większość fanów starego modelu, zgodzi się ze mną.

Do tej pory myślałem, że największą profanacją, jest kupić białe BMW serii 7 – bo nawet do głowy mi nie przyszło, że skubani Japończycy, wypuszczą Impreze jako hatchback’a – litości!

Oni chyba wzięli przykład od gości z Mitsubishi, którzy z nowym modelem Lancer’a, też równo pojechali.

Nowe Subaru, to już nie Subaru – to nie ten samochód, gdzie na widok niebieskiego lakieru, ze złotymi felgami, łza kręciła się w oku. Cóź, pozostaje nam podziwiać Pettera Solberg’a, który tym “właściwym” modelem, dzielnie poczyna sobie na trasach rajdów WRC.

Tour de France, czy jak to nazwać?

Tak się czasami zastanawiam, w jakim kierunku zmierza Tour de France – jakby nie było, jedna z największych imprez sportowych świata? Odnoszę wrażenie, że po wycofaniu się ze sportu wybitnego kolarza, siedmiokrotnego zwycięzcy tego wyścigu – Lanca Armstrong’a, cała ta zabawa, przestała być interesująca.

Co by nie mówić, to ostatnie dwie edycje tego tour’u, można uznać za niebyłe, a dlaczego? Każdy fan kolarstwa wie, że chodzi o doping. Dwa lata temu, wielkie zwycięstwo, odniósł Floyd Landis, tyle tylko, że jak się później okazało, był nabuzowany od koksu, a co za tym idzie pierwsze miejsce mu odebrano. Więc kto wygrał? Do tej pory wszyscy zadają sobie to pytanie.

Ubiegłoroczny wyścig, to już jedna wielka kpina z kolarstwa. Przed rozpoczęciem Wielkiej Pętli, z wyścigu wycofano dwóch faworytów do końcowego sukcesu, Hiszpana Ibana Mayo z grupy Saunier Duval, oraz Niemca Jana Ullricha, który już wcześniej zakończył karierę w związku z aferą dopingową. Więc na kogo stawiać? Zdrowy rozsądek podpowiadał Duńczyka – Michaela Rasmussen’a, Amerykanina – Leviego Leipheimer’a, Hiszpana – Carlosa Sastre albo Kazacha – Aleksandra Winokurowa.

Niestety, jak się okazało o zwycięstwo walczyli tylko Leipheimer i Sastre, a i tak wygrał Alberto Contador z grupy Discovery Channel. A co z Winokurowem i Rasmussen’em? Ten pierwszy został zdyskwalifikowany w trakcie wyścigu za transfuzję krwi przed “czasówką” (co za luzak), a drugiego wycofano – w sumie nie wiadomo dlaczego, podobno dlatego, że 4 razy zataił miejsce swojego pobytu – co za żałosna wymówka. Coż, mam nadzieję, że Lance Armstrong wróci do kolarstwa, bo inaczej nie widzę perspektyw dla tego sportu.

Czyli wychdzi na to, że najbardziej ciekawe w ostatniej edycji Tour de France, były… teksty komentatorów, Pana Tomasza Jarońskiego oraz Pana Krzysztofa Wyrzykowskiego, których z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić :-)

A jak będzie w tym roku? Przekonamy się już za miesiąc…