Tak się czasami zastanawiam, w jakim kierunku zmierza Tour de France – jakby nie było, jedna z największych imprez sportowych świata? Odnoszę wrażenie, że po wycofaniu się ze sportu wybitnego kolarza, siedmiokrotnego zwycięzcy tego wyścigu – Lanca Armstrong’a, cała ta zabawa, przestała być interesująca.
Co by nie mówić, to ostatnie dwie edycje tego tour’u, można uznać za niebyłe, a dlaczego? Każdy fan kolarstwa wie, że chodzi o doping. Dwa lata temu, wielkie zwycięstwo, odniósł Floyd Landis, tyle tylko, że jak się później okazało, był nabuzowany od koksu, a co za tym idzie pierwsze miejsce mu odebrano. Więc kto wygrał? Do tej pory wszyscy zadają sobie to pytanie.
Ubiegłoroczny wyścig, to już jedna wielka kpina z kolarstwa. Przed rozpoczęciem Wielkiej Pętli, z wyścigu wycofano dwóch faworytów do końcowego sukcesu, Hiszpana Ibana Mayo z grupy Saunier Duval, oraz Niemca Jana Ullricha, który już wcześniej zakończył karierę w związku z aferą dopingową. Więc na kogo stawiać? Zdrowy rozsądek podpowiadał Duńczyka – Michaela Rasmussen’a, Amerykanina – Leviego Leipheimer’a, Hiszpana – Carlosa Sastre albo Kazacha – Aleksandra Winokurowa.
Niestety, jak się okazało o zwycięstwo walczyli tylko Leipheimer i Sastre, a i tak wygrał Alberto Contador z grupy Discovery Channel. A co z Winokurowem i Rasmussen’em? Ten pierwszy został zdyskwalifikowany w trakcie wyścigu za transfuzję krwi przed “czasówką” (co za luzak), a drugiego wycofano – w sumie nie wiadomo dlaczego, podobno dlatego, że 4 razy zataił miejsce swojego pobytu – co za żałosna wymówka. Coż, mam nadzieję, że Lance Armstrong wróci do kolarstwa, bo inaczej nie widzę perspektyw dla tego sportu.
Czyli wychdzi na to, że najbardziej ciekawe w ostatniej edycji Tour de France, były… teksty komentatorów, Pana Tomasza Jarońskiego oraz Pana Krzysztofa Wyrzykowskiego, których z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić
A jak będzie w tym roku? Przekonamy się już za miesiąc…